wtorek, 2 listopada 2010
Rozstania bez powrotu
Dzień wspominania, chociaż nie - codziennie jest dzień wspominania, tęsknoty i wciaż niepogodzenia sie z rozstaniem. I pytań zadawanych dlaczego tak sie stalo, czy tak wlaśnie musialo być. Dlaczego mnie nie bylo przy Tobie, przyjaciółko moja, DLACZEGO wybrałaś właśnie TO NIEODWOŁALNE, OSTATECZNE WYJŚCIE!!!
Dziś dzień rozliczeń z przeszłością, wspominania tych, którzy odeszli, a byli tak bliscy. Trudno sie z tym pogodzić czasem... Podobno czas leczy rany.... Może
Nigdy Was nie zapomnę, ukochani moi, dokąd żyć będę, NIGDY
niedziela, 23 maja 2010
:(
W piątek zamieściłam, po długim okresie milczenia nowy post i po chwili pomyślałam, że wymowa jego w tych znowu smutnych i tragicznych dniach jest niezbyt stosowna i wykasowałam go. Trudno mi teraz pisać o czymkolwiek - wszystko wydaje sie takie mało ważne.
Na szczęście dla mnie i mojego miasta wielka woda ominęła nas, ale oglądając zdjęcia i sluchając relacji z innych miejsc naszego kraju odczuwam wielki smutek i przygnębienie.
Jeszcze jedna wiadomość, która dotarła do mnie w ostatnich dniach - wstrząsnęła mną niezmiernie.Może napiszę o tym kiedys, póżniej, kiedy pierwszy szok minie i będe mogła o tym powiedzieć.
A to jest gniazdko sikorek, które sobie uwily w szybie wentylacyjnym w domku na mojej wsi i niestety trzeba bylo je stamtad ratowac (kratka wentylacyjna jest w suficie i maleństwa wpadly głowkami w otwory kratki) Na szczęście po poprawieniu gniazdka - moj mąz musiał je stamtąd na chwile wyciągnąć (wtedy zostalo zrobione to zdjęcie) - rodzice sikorkowie przenieśli swoje dzieci w bezpieczniejsze miejsce.
Pozdrawiam wszystkich moich gości bardzo serdecznie.
Yanka
czwartek, 15 kwietnia 2010
Jeszcze raz - to boli....
Jeszcze raz pycha z glupota podzieliły Naród i zniszczyly te piękne uczucia jedności i żałoby po tragicznej katastrofie w Smoleńsku. To boli, bardzo boli i wydaje mi się, że długo nie przestanie. Nie mogę na razie wiecej pisać. Zbyt jestem rozgoryczona.
sobota, 10 kwietnia 2010
wtorek, 6 kwietnia 2010
Przedpokojowe impresje
Chciałabym przedstawić Wam mój przedpokój w kształcie prawie takim, jak go sobie wymyśliłam. Tuz przed Świętami wrócił od tapicera komplecik mebelków, ale nie było czasu zrobic mu sesji zdjęciowej. Dopiero teraz go pokazuję. Komplet ten ma swoją historię - stał on w salonie mojej babci w Krakowie. Później nadeszły dla niego ciężkie czasy. Tuz po wojnie nie było mody na takie "starocie" i moje ciotki (żony moich stryjków) przeznaczyły go do spalenia. Mój tata w ostatniej chwili uratowł go spod siekiery. Niestety dwa fotele zostały już zniszczone. Przez lata stał on w altance mojej cioci aż w końcu wiedząc, że jestem pasjonatką starych mebli i innych też starych rzeczy, dała go mnie. Troszeczkę się nim zajęłam - odnowiłam drewniane ramy, a znajomy tapicer zrobił resztę. Nareszcie poduszeczki z candy urodzinowego candy Małgosi znalazły wlaściwe im miejsce:)
Teraz widok na szafy, które były robione przy pierwszym remoncie. Są w charakterze tzw muru pruskiego, ale ich wykonanie i funkcjonalnośc pozostawia wiele do życzenia. Ich modernizacja lub zmiana jest moim następnym projektem do wykonania.
Konsolka i lustro są w moim domu od kiedy pamietam. Gobelinki wiszące nad kanapą i obok lustra są dziełem mojej babci (mamy mojej mamy).
Ale serduszka, które zostaly wykonane przez uzdolnione wielce (jak zresztą wiecie) rączki Małgosi ładnie sie tu prezentują.
W przedpokoju znalazł również miejsce manekin z góra sukni mojej prababki i jej parasolką, którym poświęciłam osobny post tutaj
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i na przekor pogodzie za oknem (brrrrrrrrrrrrr i leje), słonecznie :)
czwartek, 1 kwietnia 2010
WESOŁYCH SWIĄT
Wszystkim Gościom moim i Pielgrzymom w przelocie, wszystkim Dobrym Duszyczkom tu zaglądającym życzę zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy.
Oby ten czas, spędzony w gronie kochających, najbliższych Wam osob, był dla Was weselem i szczęściem.
Wszystkiego najlepszego
Oby ten czas, spędzony w gronie kochających, najbliższych Wam osob, był dla Was weselem i szczęściem.
Wszystkiego najlepszego
Yanka
wtorek, 30 marca 2010
I u mnie też zamieszkała
Madonna, tak często pojawiająca się w Waszych mieszkaniach i tym samym w blogach jakoś do mnie przez dłuzszy nie chciała zawitać. Aż wreszcie zobaczyłam ją, taką niepozorną, wystawioną na aukcji i nikt nie chciał jej kupić. Więc myślę sobie "nikt Cie nie chce, to ja Cię przygarnę i może coś Twojej urody da się poprawić". Kiedy dotarła do mnie, wyglądała rzeczywiście można powiedzieć dosyć tandetnie - na brązowej desce w złotej mosięznej ramce złota mosiężna figurka. Jest inna niż te piękności pokazywane na Waszych blogach bo jest Madonną naścienną.
Ale od czego inwencja! No więc dostala nowy makijaż, nową szatę i nowe podłożę - wszystko w kolorze szarym - jednym z moich najbardziej ulubionych. Wydaje mi się jednak, że teraz pomimo koloru, szarą myszka już nie jest.
I dostała też do towarzystwa aniołka-kropielniczkę w srebrnym kolorze. Mam nadzieję, że im dobrze razem.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zmieniła zastosowania kropielniczki - do miseczki włożyłam małą świeczkę i udaje świecznik.
Ale od czego inwencja! No więc dostala nowy makijaż, nową szatę i nowe podłożę - wszystko w kolorze szarym - jednym z moich najbardziej ulubionych. Wydaje mi się jednak, że teraz pomimo koloru, szarą myszka już nie jest.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zmieniła zastosowania kropielniczki - do miseczki włożyłam małą świeczkę i udaje świecznik.
Wszystkich moich miłych Gości pozdrawiam przedświątecznie i wiosennie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





